Avatar
Reblogged
“Niniejszym Traktatem Wysokie Umawiające się Strony ustanawiają między sobą Unię Europejską.”

—  

Traktat Lizboński, podpisany 13.12.2007, wszedł w życie z dniem dzisiejszym

Byłam nastolatką, gdy w Polsce w 2003 roku głosowano w referendum nad wejściem Polski do Wspólnoty Europejskiej. Moi rodzice, choć byli sceptyczni, stwierdzili, że choć nie jestem pełnoletnia, to ja powinnam decydować, bo to do mnie należy przyszłość. Sądzę, że nie wierzyli, jak szybko i jak dużo zmieni się w Polsce po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Podróżowałam głównie po Polsce całe swoje życie przed i po akcesji i nadal nie mogę wyjść z podziwu, jak Polska we Wspólnocie wyrosła w zaledwie 20 lat.

Musimy zdać sobie sprawę, jak trudno jest się porozumieć i znaleźć kompromis trzem dziesiątkom krajów. A Unii Europejskiej się to udaje! Prawda, czasem najważniejsze kwestie w drodze uzyskiwania konsensusu zacierają się, tracą swoją początkową wyrazistość, ale są to koszty ponoszone na rzecz utrzymania jedności i solidarności. Traktat Lizboński daje również możliwość utworzenia wspólnych jednostek armii. Po co nam wojsko narodowe, skoro Europa równa się pokój? Nic nie jest nam dane na zawsze, a stracić ten europejski, piękny, bezcenny wspólny dorobek byłoby najgłupszą rzeczą w dziejach Starego Świata.

Tak samo wtedy, jak i teraz jestem 100% na tak.

01:28.41

Tyle miałam dzisiaj i pewnie w każdym poprzednim meczu opóźnienia w transmisji Mistrzostw Świata w siatkówce 2025...

Co najmniej 3 akcje do tyłu.

Jest mi tak bardzo przykro, że zorientowałam się dopiero dzisiaj.

Wygrałam los na loterii 21 lat temu w maju. Dzisiaj jestem w siatkarskim raju.

Cudownie mieć Drużynę, w której każdy zawodnik daje z siebie wszystko i każdy jest cały czas stuprocentowo zaangażowany, nie ważne, czy akurat gra na boisku, czy stoi w kwadracie dla rezerwowych.

Ta reprezentacja nie ma rezerwowych. Ta reprezentacja nie ma ograniczeń wieku, ani liczby członków.

W zeszłym roku potrzebny był przyjmujący i urósł Tomek Fornal. W tym roku potrzebna była cała drużyna, a więc urósł Maks Granieczny, urósł Rafał Szymura, urósł Michał Gierżot, urósł Aleks Nasevich, urósł Artur Szalpuk, urósł Marcin Komenda, urósł Kuba Nowak, urósł Kewin Sasak, urósł Janek Firlej, urósł Kamil Semeniuk, urósł Jakub Popiwczak.

Zmieniają się zawodnicy, ale Drużyna pozostaje ta sama. Nie ważne, kto wychodzi na boisko, jako kibic wiem, że będzie walczyć od początku do końca o każdą piłkę, skoncentrowany na grze swojego zespołu. Nie ważne, czy przegrywamy kilka punktów w serii, czy wygrywamy z ogromną przewagą - spokój, koncentracja i wzajemna wiara w siebie są siłą tego zespołu.

Trudno stwierdzić, czy to Grbić trafił na najlepsze pokolenia w historii polskiej siatkówki, czy najlepsze pokolenia trafiły na Grbicia, w każdym razie - razem tworzą cudowną mieszankę.

Dzisiaj po perfekcyjnych turniejach wyjazdowych i trzech meczach turnieju finałowego Ligi Narodów mamy kolejne złoto. Szkoda, że medali nie otrzymują wszyscy zawodnicy, którzy tak fantastycznie pokazali się w pierwszych turniejach Ligi, ale paru z nich w międzyczasie zdobyło złoto Uniwersjady ;).

A już od jutra, od zera, tworzymy kolejną historię.

Drużyny, które się nie poddają

  1. Huber na ostatniej prostej doznał kontuzji tegorocznej najmodniejszej części ciała, czyli oka.
  2. Jastrzębie z Fornalem zdobyło Puchar Polski, ale nie udało się zdobyć Ligi Mistrzów. Półfinał z Zawierciem, jak i finał Zawiercia z Perugią to spotkania epickie (patrz: tytuł).
  3. Stal Nysa nie utrzymała się w lidze, ale Michał Gierżot dostał powołanie do kadry na tej obleganej pozycji i na razie pokazał się z bardzo dobrej strony. Mam nadzieję, że w przyszłym roku w kadrze zobaczymy też Dawida Dulskiego po świetnym sezonie we Francji.
  4. Trefl Gdańsk nie awansował do play-offów i Droszyński nie został powołany do reprezentacji, ale pod koniec sezonu chyba przyplątała się jakaś kontuzja. Już nie mogę się doczekać jego gry w przyszłym sezonie w Suwałkach.
  5. Projekt nie wygrał MP, ale było bardzo blisko wygranej w ćwierćfinałach (patrz: tytuł). Firlej pod nieobecność Janusza pewnie będzie w wąskiej kadrze. Bołądź też pokazał się w wielu meczach z bardzo dobrej strony, choć pod koniec więcej grał już jako rezerwowy.
  6. Warta Zawiercie również nie wygrała MP, ale finały też były epickie (patrz: tytuł). Kwolek potwierdził swoje ogromne umiejętności i jego nieobecność w kadrze jest dla mnie totalnym nieporozumieniem.
  7. Łukasz Kozub został powołany do reprezentacji, z czego się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że dostanie więcej szans gry w Lidze Narodów.
  8. Granieczny już zagrał świetny mecz w kadrze.

Dożyłam w swoim kibicowskim życiu czasów, gdy jakakolwiek polska drużyna by nie grała na boisku i w jakimkolwiek składzie, to nas, kibiców, zmusza do wiary i kibicowania do końca, bo ona się nigdy nie poddaje.

Ostatnia drużyna PlusLigi? Klub ze środka I ligi? Kadra B, E czy Debiutanci z I Ligi w reprezentacji? To nie jest ważne. Gramy od początku do końca o każdą następną piłkę, set i mecz. Mam nadzieję, że już nigdy nie wrócą czasy niemocy i bezsilności.

Projekt Warszawa

Moją pierwszą motywacją, żeby iść do hali na mecz Warszawy w tym sezonie, było podziękować naszym wicemistrzom olimpijskim za spełnienie moich kibicowskich marzeń. Byłam na meczach z Kędzierzynem-Koźle, Lublinem i Jastrzębiem-Zdrój.

Pamiętam jeszcze czasy, gdy AZS Politechnika Warszawska grała w hali Koło na Woli. W Arenie Ursynów bywałam wielokrotnie w paru sezonach swojej wczesnej przygody z siatkówką. AZS PW nigdy nie zajmowała w moim sercu jakiegoś szczególnego miejsca. Zawsze raczej kibicowałam siatkarzom, niż klubom.

Jednak chodząc wtedy na mecze Polibudy i widząc rzesze kibiców, którzy albo nie kibicują, albo kibicują przyjezdnym, obiecałam sobie, że jeśli jestem na meczu, będę zdzierać gardło dla gospodarzy, bo tak trzeba, bo od tego są kibice, taka jest ich rola i do dzisiaj nie rozumiem, po co iść na mecz, żeby go przesiedzieć w ciszy. W telewizji przecież lepiej widać.

Dzisiaj już jest inaczej, Torwar i Ursynów są pełne i ludzie przychodzą na Projekt, jednak sektory oddalone od klubu kibica nadal są ciche i jedynie klaszczą. Tym bardziej pięknie było obserwować jak w końcówce meczu z Jastrzębiem ludzie wokół mnie zaczynali powoli poddawać się emocjom, odliczać odbicia piłki i reagować okrzykami na akcje, a w tie-breaku już większość skandowała i wybuchała po każdej udanej akcji.

Tego mi przez lata brakowało, tych emocji, przeżywania ich wspólnie, bycia częścią tej wielkiej siły, która, głęboko w to wierzę, ma ogromny wpływ na siatkarzy na boisku. Wierzę, że głośne skandowanie kibiców zagłusza głupie myśli o ostatniej nieudanej akcji w głowie siatkarzy, a przecież o to chodzi ;).

Oba półfinały z Zawierciem spędziłam więc koło klubu kibica. Kiedy więcej ludzi wokół ciebie krzyczy, skanduje, wrzeszczy, łatwiej jest ci się otworzyć i robić to samo. Nie wiem, jak inne sektory, ale mój był bardzo głośny. Końcówki setów i całe tie breaki prawie cała hala też spędziła na stojąco, to bardzo cieszy.

Przewrzeszczałam całe 10 setów. Gardło mnie boli i dłonie mam spuchnięte. To były świetne dwa mecze, wielkie emocje i wszystko mi jedno, która drużyna wygrała, w obu są moi ulubieni siatkarze. Dziękuję obu drużynom za te wspaniałe widowiska.

Wiem, że dla zawodników Projektu dzisiejsza porażka to wielkie rozczarowanie, ale ja im w podziękowaniu klaskałam po meczu. Ten sezon +Ligi pokazał mi, że nie mam jednej drużyny, która się nie poddaje i nie pozwala w siebie zwątpić - reprezentacji. Wszystkie kluby w tym sezonie są takimi drużynami. I Projekt też jest taką drużyną, pokazał to również w tych półfinałach.

A ja nauczyłam się przez te ponad 20 lat, że nie można wymagać od drużyny prowadzącej zwycięstwa, że nie ma bezpiecznych wyników i serie punktowe zdarzają się na porządku dziennym. Jedyne, czego ja oczekuję, to właśnie tej walki o każdy kolejny punkt. Dzisiaj walczyły obie drużyny od początku do końca o każdy punkt, a Zawiercie było po prostu sportowo lepsze na koniec o dwa punkty i wygrało.

To zaszczyt mieć takie kluby w Mistrzostwach Polski.

Mateusz Czunkiewicz

No i jak im nie kibicować, jak ich nie kochać i nie robić wszystkiego, co naszej mocy, żeby spełniali swoje i nasze marzenia. To zaszczyt mieć taką reprezentację, takich zawodników w całej mojej ukochanej dyscyplinie.

Grbić podkreśla, że każdy z Wicemistrzów Olimpijskich był gotowy przyjechać na kadrę, ale cieszę się, że zdecydowali się jednak wyleczyć.

Brakuje mi najbardziej Kwolka, Droszyńskiego i Wocha. Nie potrafię się pogodzić z nieobecnością pierwszego, nie rozumiem w tej sytuacji słów trenera, że z nim nie rozmawiał i mam nadzieję, że coś się tu jeszcze magicznego zadzieje.

Bardzo się cieszę, że na tej liście są: Kozub, Gierżot, Nasevich, Jakub Nowak i Granieczny. Już się nie mogę doczekać krótkich Kozuba z Kochanowskim i pipów z Fornalem.

Uważam, że każdy z tych 30 zawodników zasłużył w 100% na grę w reprezentacji i żadnego z nich bym nie wykreśliła. Tylko szkoda, że nie może być ich więcej, znacznie więcej.

Source: sport.tvp.pl

Limity tylko pretekstem

Jeden z moich trzech ulubionych rozgrywających, którym kibicuję w tym sezonie, kolejny raz wchodzi na boisko i swoją grą oraz postawą uspokaja grę zespołu.

Oczywiście, wchodzi z powodu limitu obcokrajowców, ale ja coraz częściej mam wrażenie, że limity to tylko pretekst, by pierwszy rozgrywający nie zapadł się pod ziemię. Bowiem Łukasz Kozub, który wszedł w drugim secie razem z Vasiną, zastępującym Bednorza, został już do końca meczu, choć od trzeciego seta do końca meczu w drużynie Resovii grało tylko dwóch obcokrajowców.

Kozub należy oczywiście do pokolenia Mistrzów Wszystkiego, co automatycznie sprawia, że mu kibicuję z powodu ogromnego długu wdzięczności, ale tak, jak wtedy imponował mi, jak reszta tamtej drużyny, spokojem, koncentracją i mądrością na boisku, tak nadal nie przestaje tego robić.

Zagrał fantastyczny mecz z Bełchatowem (MVP), by później znów usiąść na ławkę w meczu z Suwałkami, choć po przegranym drugim secie wszedł i mecz Resovia wygrała za trzy punkty. Pucharowy mecz z Tours spędził cały w kwadracie dla rezerwowych, bo pretekstu nie było. Rzeszów ledwo wygrał w tie breaku po słabym meczu. I znów ligowy klasyk, przegrany pierwszy set w słabym stylu i wchodzi on, cały na biało, bo LIMITY :).

Choć na treningach gra z drugą szóstką, wchodzi w trudnych momentach na boisko w meczach o punkty i zupełnie nie widać po nim ani braku zgrania z podstawowym składem, ani nerwów po nieudanych akcjach, ani braku cierpliwości przy powtarzaniu akcji. Owszem drugi set, już cały w jego wykonaniu, Resovia również przegrała, ale śmiem twierdzić, że pomimo zaciętej, nerwowej końcówki, Łukasz nie popełniał błędów.

Co więcej, wprowadził na boisku spokój i sprawił, że drużyna zaczęła czerpać radość ze swojej gry. Cudownie było wczoraj patrzeć na kolejne trzy, wygrane sety Resovii ze śmiejącymi się od ucha do ucha atakującymi przybijającymi piątki ze swoim rozgrywającym. Rozegrania to jedno, ale Kozub też świetnie zagrał w obronie, dołożył trudne zagrywki.

Moim zdaniem, gdyby nie te rekordowe punkty Boyer, to on powinien zostać MVP tego meczu. To on powinien był wciąż grać, tak jak na początku tego sezonu, w pierwszej szóstce. To on powinien być pierwszym rozgrywającym Resovii w playoffach i w pucharach.

Bardzo mu tego i sobie i całej drużynie Rzeszowa życzę, jak również powołania do kadry. Marzę zobaczyć jego wystawy do Fornala, Kwolka, Hubera, Kochanowskiego i Wocha. Chcę ich znów zobaczyć w jednej drużynie.

Komentarze kibiców

Jako nowicjuszka chłonęłam wszystko, co było związane z siatkówką. Wspominam z sentymentem nieistniejące już dawno forum nieistniejącej już dawno strony reprezentacja.net. Lubiłam też czytać komentarze na tym portalu i kiedy ten zniknął, z musu przeniosłam się na inne portale i na komentarze pod ich artykułami i szybko tego pożałowałam. Zrozumiałam bowiem dość wcześnie w swoim życiu, że ludzie w internecie piszą bez zastanowienia, bez tej chwili zawahania, co sobie ludzie pomyślą. Czują się anonimowi, więc nie czują ani wstydu, ani empatii, ani strachu. W przeważającej większości komentują również tylko to, co im się nie podoba.

Szybko postanowiłam po prostu komentarzy nie czytać i trzymałam się tego, aż do poprzedniego roku, kiedy wróciłam do siatkówki i znów chciałam chłonąć wszystko i wszystko nadrobić przez te lata, kiedy w środowisku nie brałam udziału. Zaczęłam czytać siatkarskiego Twittera...

Niedawno przypomniałam sobie, czemu nie brałam w nim udziału - właśnie przez te wszechwiedzące, kategoryczne, bezmyślne komentarze, skreślające zawodnika, w szczególności - młodego zawodnika - po nieudanym meczu, turnieju, sezonie.

Też to na pewno robiłam. Może każdy musi przez to przejść i dla siebie zrozumieć, że każdy mecz to jest nowa szansa, nowa historia, a każdy zawodnik, to normalny człowiek, który ma w życiu słabsze, gorsze momenty, a jedną z jego potrzeb życiowych jest poczucie akceptacji.

Pisałam te posty w przeświadczeniu, że zawodnicy, o których piszę, nigdy tego nie przeczytają. Pewnie tak było, ale jednak żyjemy w czasach, w których siatkarze udzielają się w sieciach społecznościowych i nawet ci, którzy nie tworzą treści, mogą czytać komentarze innych. Gdybym miała tę świadomość dzisiaj, pewnie część postów by kiedyś nie powstała.

Siatkówka, bowiem, wielokrotnie dała mi nauczkę, że nie można nikogo skreślać. Zawodnicy, których nie cierpiałam, nagle stawali się bohaterami, dzięki którym wygrywaliśmy decydujące mecze. Ci, których oceniałam powierzchownie okazywali się fantastycznymi ludźmi. Często dziwiłam się powołaniom, wątpiąc w niektórych graczy, którzy jednak niejednokrotnie ratowali nam skórę.

Nadal mam swoich faworytów, ulubionych siatkarzy, tych, których chciałabym zobaczyć w kadrze czy w składzie wyjściowym i tych, których nie darzę sympatią. Jestem jednak zdania, że trenerzy klubowi czy kadry narodowej nie są ludźmi z przypadku i wiedzą, co robią - lepiej ode mnie i wszystkich innych domorosłych ekspertów - kto nadaje się do składu, a kto musi jeszcze popracować, kto ma potencjał warty rozwijania, a kto już osiągnął swoje maksimum.

Historia z Huberem uzmysłowiła mi dość niedawno, że siatkarze czytają komentarze (choć pewnie nie powinni). Wydaje mi się, że jeśli zależy nam na tym wspólnym najwyższym dobru - rozwoju polskiej siatkówki, to powinniśmy przede wszystkim wspierać i kibicować. Jeśli chcemy oceniać, to tylko i wyłącznie konstruktywną krytyką i konstruktywną pochwałą za ostatnie rozgrywki. Zostawmy trenerom ocenę potencjału i budowanie składu.

Jedna prosta zasada - czego nie powiedziałabyś/powiedziałbyś komuś prosto w twarz - tego nie pisz.

Bardzo mi się podobał wczorajszy mecz Trefla Gdańsk, a najbardziej podobało mi się wejście Kamila Droszyńskiego od początku drugiego seta, po przegranej pierwszej partii. Dał nie tylko mnóstwo świetnych zagrań, obron, zagrywek i bloków, ale też bardzo dużo dobrej energii całemu zespołowi. Było widać po reakcjach atakujących, że wystawy Kamila były co najmniej optymalne, świetnie gubił blok rywali i bardzo dobrze prowadził akcje wykorzystując wszystkie opcje. Wielokrotnie ratował źle przyjęte piłki i robił cuda w obronie. Posyłał serie trudnych zagrywek, co miało ogromne znaczenie szczególnie w połowie drugiego seta, bo pozwoliło drużynie odskoczyć od rywala i uspokoić swoją grę po przegranej pierwszej odsłonie.

Oczywiście Aliaksei Nasevich zagrał świetny mecz i zasłużył na nagrodę MVP, ale ja bym ją wczoraj wręczyła Kamilowi. Uważam, że to on poprowadził swoją drużynę po zwycięstwo w czterech setach. Czekam na kolejne dobre mecze w jego wykonaniu, mam nadzieję, że trener da mu więcej zaufania. Z ogromną przyjemnością zobaczyłabym go również w Lidze Narodów :).

Trener

Myślę, że wszyscy gdzieś tam podskórnie mamy jeszcze jedno wielkie marzenie - żeby sukcesy drużyny narodowej były dziełem polskiego sztabu szkoleniowego.

Pamiętam 2004 rok ze Stanisławem Gościniakiem w roli I trenera i nie wspominam tego okresu zbyt dobrze.

Pamiętam każdego kolejnego trenera zagranicznego, którzy (oprócz de Giorgi) odnosili po kolei wielkie i mniejsze sukcesy z polską kadrą i każdego z nich (oprócz Anastasiego) darzę ogromnym szacunkiem za dołożenie swojej cegiełki do rozwoju siatkówki w Polsce:

  • Raul Lozano - rewolucja, viceMŚ 2006 i awans do finałów LŚ
  • Daniel Castellani - ME 2009
  • Andrea Anastasi - LŚ 2012
  • Stephane Antiga i Philippe Blain - MŚ 2014
  • Vital Heynen - MŚ 2018
  • Nikola Grbić - viceMŚ 2022, LN 2023, ME 2023, viceIO 2024

Wszystkie sukcesy w ciągu tych ostatnich 20 lat odnosiliśmy z zagranicznymi trenerami. Myślę, że najważniejsi byli pierwsi z nich: Lozano, który wprowadził rewolucję i dyscyplinę, zdobył pierwszy medal, i Castellani, który po nim - uspokoił nieco atmosferę i wygrał po raz pierwszy złoto.

Myślę, że Grbić trafił na najlepsze roczniki w historii polskiej siatkówki wychowane na pierwszych sukcesach drużyn Lozano i Castellaniego. Reprezentacja po następnych IO będzie jednak wielką niewiadomą i na pewno ogromnym wyzwaniem.

Jeśli myślimy o polskim trenerze, wszyscy wyobrażamy sobie Michała Winiarskiego, który pozytywnie zaskakuje z reprezentacją Niemiec i świetnie prowadzi Wartę Zawiercie do kolejnych sukcesów. Czy chciałabym rzucić pierwszemu od 24 lat polskiemu trenerowi wyzwanie budowania drużyny narodowej tuż po największych sukcesach w dziejach polskiej siatkówki?

Przyjmę każdą decyzję, bo zarówno PZPS, jak i sami zainteresowani kandydaci wyraźnie wykazują się dużą odpowiedzialnością w kwestii wyboru trenera kadry.

2025

Dla mnie zawsze najważniejsza była reprezentacja, ale ponieważ w zeszłym roku dostałam już wszystko na moje 20-lecie kibicowania, nie mam kompletnie żadnych oczekiwań na następny sezon reprezentacyjny. Cała olimpijska kadra mogłaby zrobić sobie wakacje, moglibyśmy przegrać wszystkie mecze reprezentacyjne i nie miałabym nic przeciwko. Swoją drogą wiem, że to niemożliwe, bo posiadamy rezerwy na kolejne dwie reprezentacje, które z powodzeniem rywalizowałyby na świecie.

Od początku sezonu śledzę zaś rozgrywki klubowe i tu mam pewne swoje oczekiwania. Kibicuję trzem grupom zawodników:

  1. Wszyscy są zdrowi i bez kontuzji.
  2. Jastrzębie zdobędzie Puchar Polski i Ligę Mistrzów, bo skoro kapitan Fornal ma odejść po sezonie z ligi, życzę mu tych brakujących trofeów.
  3. Stal Nysa utrzyma się w Pluslidze, a duet Dulski-Gierżot dostanie powołanie do kadry po świetnej rundzie rewanżowej. Mam wrażenie, że po złotym pokoleniu poprzeczka poleciała zbyt wysoko i wszyscy oczekują, że ci najbardziej utalentowani młodzi zawodnicy będą już zawsze przebojem wchodzić do seniorskiej siatkówki i stale prezentować równy wysoki poziom. Moim zdaniem zarówno Dulski, jak i Gierżot mają ogromną przyszłość w kadrze, już teraz zachwycają fenomenalnymi zagraniami, stale się rozwijają i jedyne, czego potrzebują odrobinę więcej, to pewność siebie, żeby wziąć na siebie role liderów.
  4. Trefl Gdańsk awansuje do play-off z Droszyńskim na rozegraniu. Uważam, że ten chłopak powinien być w pierwszym składzie Gdańska i co najmniej w szerokim składzie reprezentacji. Nie był w złotej reprezentacji młodzieżowej, ale rocznik zobowiązuje.
  5. Projekt Warszawa wygra Mistrzostwo Polski, Bołądź zostanie najlepszym atakującym ligi, a Jan Firlej zajmie swoje miejsce podstawowego rozgrywającego kadry w parze z Januszem.
  6. Albo Warta Zawiercie wygra Mistrzostwo Polski, a Kwolek trafi do reprezentacji i stanie się jedną z jej kluczowych postaci na Mistrzostwach Świata. To fantastyczny zawodnik na najwyższym światowym poziomie i już dawno powinien stanowić o sile Drużyny.
  7. Kozub będzie pierwszym rozgrywającym swojego zespołu i trafi do szerokiego składu reprezentacji, jak nie w tym sezonie, to w następnym.
  8. Granieczny dostanie powołanie, zagra świetny mecz w Lidze Narodów i spłynie to po nim, jak po kaczce, ot kolejny dzień w robocie.

Sportowiec roku

Gdyby to ode mnie zależało, to co najmniej połowę nominowanych do nagrody Sportowca Roku stanowiliby siatkarze. Oczywiście, nasza męska reprezentacja zostanie drużyną roku. Oczywiście, trenerem roku zostanie Nikola Grbić. Oczywiście, jakikolwiek siatkarz by nie został nagrodzony statuetką, zasługuje na I miejsce, godnie zaprezentuje środowisko siatkarskie i w przemowie na pewno słusznie podkreśli rolę całej drużyny (Głosujcie!).

Ale według mnie ten rok należał do Tomasza Fornala LIDERA.

Jeśli my promujemy siatkówkę, staramy się zrobić to tak, żeby siatkówka była coraz bardziej popularna w Polsce. Głównie po to, żeby zachęcić młodzież, żeby coraz więcej młodych chłopaków i dziewczyn spróbowało tej siatkówki, zaczęło trenować. (...) Myślę, że dopóki jest tak, że młodzież wchodzi i jest w stanie zapełnić luki po chłopakach, którzy kończą swoje kariery, to jesteśmy w dobrym miejscu.

Najmłodsi zawodnicy reprezentacji Polski, najlepsi na świecie, budując swoją markę i wizerunek, dbają przede wszystkim o to, żeby być wzorem do naśladowania dla młodzieży. Po Mistrzostwie Świata kadetów w 2015 roku pisałam, że ci młodzi siatkarze będą naszą dumą na długie lata, mając na myśli ich dojrzałą postawę na boisku. Nawet nie sądziłam wtedy, że będą dumą polskiej siatkówki również poza boiskiem. Fantastycznie czyta się i słucha wywiadów, podcastów z nimi. Fenomenalnie prezentują się odbierając nagrody.

To tylko dwa przykłady, bo przecież wszyscy obecnie najlepsi polscy siatkarze, łącznie z tymi, którzy nie załapali się do seniorskiej reprezentacji, są wzorem do naśladowania. Są częścią tej siły, środowiska siatkarskiego, którego wspólnym celem jest dbanie o najwyższe dobro - rozwój polskiej siatkówki.

Półfinał ze Stanami był już ponad 2 miesiące temu, ale nadal na samo jego wspomnienie łzy stają mi w oczach i wracają wszystkie emocje.

Wiem, że sezon w pełni, zawodnicy skupieni na lidze, czas najwyższy ruszyć do przodu, ku nowym wyzwaniom.

Jednak Taki Mecz to jak kibicowskie marzenie o wielkiej spełnionej miłości. Przeżyjesz - możesz umierać spokojnym. To wynagrodzenie za wszystkie 20 lat kibicowania i lojalnego przeżywania traum po wielkich porażkach.

Gdybyśmy przegrali ten półfinał, myślę, że nikt nie miałby pretensji do chłopaków (oprócz nich samych do siebie):

  • Mogliśmy po prostu dograć tego czwartego seta.
  • Mogliśmy walczyć tak samo mocno, ale nie złamać przeciwnika i przegrać.
  • Amerykanie mogli się odbudować w tie breaku.
  • Mogliśmy nie skończyć 4. piłki z rzędu i grać na przewagi, co zawsze jest loterią.

Mogło się zadziać tyle scenariuszy, w których nie wszystko zależało tylko od nas samych.

Nasza drużyna kilkukrotnie odrabiała kilkupunktowe straty, żeby po chwili USA znów prowadziło. Wygrała wojnę nerwów, walczyła o każdą piłkę w obronie, rozegraniu i ataku, złamała przeciwnika i nie dała najmniejszych szans na odbudowanie w tie breaku.

My się nie poddajemy. Gramy o każdą kolejną piłkę.

Przeżyjesz Taki Mecz i chcesz więcej.

Jestem wciąż w euforii po Igrzyskach i nie mogę się doczekać startu Plusligi z prawie wszystkimi kadrowiczami w składzie. Nie mogę się doczekać właściwego powitania członków reprezentacji w każdej polskiej hali. W oczekiwaniu, pewnie jak spora część kibiców, oglądam archiwalne mecze.

Cała faza grupowa na Mistrzostwach Świata w 2006 roku w Japonii to były szybkie 3:0 dla Polski późną nocą lub wcześnie rano. Pamiętam, jak wstawałam budzona budzikiem o 01:00, 02:00, 03:00 w nocy z tą wyjątkową absolutną pewnością, że zaraz pewnie wygramy i po nieco ponad godzinie pójdę z powrotem spać. W dzisiejszej erze Mistrzów Wszystkiego to nie byłoby nic nadzwyczajnego, ale prawie 20 lat temu nigdy nie mogliśmy być pewni, czy uda nam się wygrać z dużo gorszym przeciwnikiem. Przegrane z Australią, Estonią itp. były na porządku dziennym.

Dlatego wg mnie te MŚ w 2006 roku są dla polskiej siatkówki przełomowe, tak jak tegoroczne Igrzyska. Jeszcze bardziej przełomowy był mecz o półfinał, tak bardzo przypominający mecz z USA w Paryżu.

Przez dwa sety nie było nawet cienia szansy na to, żeby Polska zbliżyła się do przeciwnika. Mieliśmy wielopunktowe straty, których już nie udało się zmniejszyć do końca seta. Rywal grał pewnie i wygrywał wszystkie kontrataki. Ale to się zmieniło w trzecim secie. Od początku do końca graliśmy punkt za punkt, nie pozwalając na uzyskanie większej przewagi. Aż w końcówce poddenerwowany przeciwnik zaczął popełniać błędy. Przełamaliśmy rywala. W czwartym i piątym secie utrzymywaliśmy już kilka punktów przewagi aż do końca.

Myślę, że to był na tym turnieju nasz finał, najważniejszy mecz, w którym wyczerpały się nasze pokłady emocjonalne (kolejny mecz o finał z Bułgarią był już dużo spokojniejszy i pewniej wygrany). Finał z Brazylią był już wtedy poza naszym zasięgiem.

Odnajduję tu ogromną analogię z półfinałem Igrzysk. Moim zdaniem ostatni mecz z USA był naszym finałem, który kompletnie wyczerpał nas psychicznie, fizycznie i emocjonalnie. Dał nam medal, ale nie zostawił w nas siły na kolejną wojnę nerwów, przełamanie pewnych siebie Francuzów.

Srebrny medal z MŚ 2006 roku odblokował nasze głowy, pokazał, że potrafimy cierpliwością, techniką, koncentracją wygrywać pewnie mecze ze słabszymi przeciwnikami, jak i przełamywać rywali wtedy, kiedy nie idzie.

Będę już na zawsze wdzięczna trenerowi Raulowi Lozano i zawodnikom: Pawłowi Zagumnemu, Piotrowi Gackowi, Michałowi Winiarskiemu, Piotrowi Gruszce, Danielowi Plińskiemu, Łukaszowi Kadziewiczowi, Mariuszowi Wlazłemu i Grzegorzowi Szymańskiemu za wyciągnięcie tego meczu i utorowanie drogi sukcesów polskiej reprezentacji mężczyzn.

Jeszcze bardziej jestem im wdzięczna za pozostanie w polskim środowisku siatkarskim i nieustanną pracę na rzecz jego rozwoju.

Pałeczka lidera

Przemówienia Aleksandra Śliwki na styczniowym plebiscycie na najlepszego sportowca 2023 r. wzbudziło we mnie tęsknotę za siatkówkę i po kilkunastu latach wróciłam do oglądania polskiej ligi akurat, żeby być świadkiem fantastycznego sezonu Tomasza Fornala. Zachodziłam w głowę już do końca fazy zasadniczej, dlaczego komentatorzy z reguły krytykowali jego grę, kiedy ja widziałam w nim najlepszego, najbardziej kompletnego, wszechstronnego zawodnika polskiej ligi. Według mnie już wtedy był niekwestionowanym liderem Jastrzębia i miałam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie stanie się również liderem kadry.

Z ogromną satysfakcją i rosnącym podziwem obserwowałam play-offy, a w szczególności sezon reprezentacyjny:

  • kolejne statuetki MVP
  • 15:21 w meczu z Resovią w półfinale, 4 punkty od przepaści i Fornal daje sygnał do walki. W ogromnym stopniu przyczynił się do wygrania tego seta i meczu
  • udział w wielkim stylu w studiu tuż po przegranym finale Ligi Mistrzów i godne znoszenie krytyki
  • w końcu wielka szansa na grę od początku w kadrze, w stu procentach wykorzystana
  • wykonywanie czarnej roboty w przyjęciu, obronie, techniczne obijanie bloków, które punktów i sławy nie przynoszą, ale ratuje akcje
  • najlepszy przyjmujący Ligi Narodów
  • kontuzja w pierwszym meczu olimpijskim, która mogła być końcem tego wspaniałego sezonu
  • to nie słynna mowa poprowadziła drużynę do zwycięstwa w 4. secie półfinału z USA, a fantastyczna gra Fornala w przyjęciu, obronie, w ataku i na zagrywce, a przecież on przejął pół boiska po kontuzji Pawła Zatorskiego!
  • cały sezon szanuje piłkę w kontrataku, zachowawczo kiwa, lekko przebija, ale kiedy trzeba, kiedy jest najważniejszy mecz 4-lecia i biała furia w oczach - wali w pomarańczowe, tak, że nie ma czego zbierać
  • pomimo całego tego szumu wokół siebie potrafi się odpowiednio, trzeźwo i z godnością zachować

Musiał i został liderem w najważniejszym, najtrudniejszym sezonie, roku olimpijskim, w najważniejszym turnieju, w najważniejszym i najtrudniejszym meczu.

Dla mnie jest to bardzo symboliczne, że to Śliwka, który miał poprzedni sezon fenomenalny, przyciągnął mnie w styczniu z powrotem do siatkówki i mogłam obserwować ten fantastyczny rok Fornala. Obecny sezon Śliwki najlepiej byłoby szybko zapomnieć, za to mamy nowego lidera. Zapracował na to i zasłużył w stu procentach.

Kiedy jednemu nie idzie, wchodzi drugi i jedziemy dalej.