shingo bb

No i co dalej?

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, co będzie dalej z moim życiem, kiedy przekroczę pewien magiczny próg wiekowy, zawodowy, organizacyjny... Mam jak zwykle mnóstwo pomysłow, ale coraz mniej tzw. "pary" na ich realizację. I tu powstaje pytanie: skąd wziąć napęd? Taki solidny, nie bazujacy na słomianym ogniu? Jakieś pomysły?

goroandcat

Się uśmiecham

Siedzę przy biurku i uśmiecham się do wszystkiego dookoła. Do otaczającego mnie bałaganu, który powinnam posprzątać, albo przynajmniej jakoś usystematyzować, do ślicznej, szmaragdowej świeczki, którą kupiłam wczoraj i która spala się w zaskakująco ładny sposób, do drugiej świeczki, tej w szkle, która pachnie malinami, do kubka z kotem (na zewnątrz) i herbatą (w środku), do rozsypanych cekinów, swojego ulubionego wiecznego pióra, uroczych karteczek na notatki, wielkich pudeł pełnych kolorowej włóczki i niezliczonych wiaderek po popcornie, w których siedzą zaczęte robótki (skończę je! jeszcze nie wiem kiedy, ale skończę! WSZYSTKIE!) i tych wszystkich pomysłów, które kłębią mi się w głowie i które chcę spisać i zrealizować. Czuję się szczęśliwa. Jak niewiele mi trzeba. Jestem wyspana, mam umyte włosy, skończyłam wszystkie bieżące zlecenia i jutro mam wolny dzień. Jest dobrze.

aibaby

Wakacje

No i są wakacje. Trochę mi ten czas przecieka przez palce, ale z drugiej strony zrobiłam parę rzeczy, które czekały na realizację dość długo, więc nie jest najgorzej! Przede mną tona planów, ale panujący upał mnie nieco obezwładnia. Jutro nie wybieram się nigdzie, więc może będę bardziej aktywna domowo i translatorsko!
kimutaku

Kyojo & Co

Tłumaczenie tych Sp idzie mi jak po grudzie - może dlatego, że te odcinki są koszmarnie długie. Przegadane. Liczba linijek idzie w tysiące. A w dodatku Kimury jest tam za mało, jak na moje potrzeby.
Robienie równoległe Kieta hatsukoi było bardzo dobrą decyzją. To taka urocza odskocznia od rzeczywistości.
Teraz mam tylko jedną myśl: byle do wakacji! Niech się skończy rok szkolny, potem sesja i będę mogła złapać oddech!
Jeszcze tylko kilka tygodni!
goroandcat

Kiedy człowiek się budzi dość późno

Właśnie się zorientowałam, że czas nie płynie, tylko zapiernicza z jakąś dziką prędkością. Jestem chyba za półmetkiem życia, a nie zrobiłam jeszcze większości rzeczy, które miałam w planach. Czyżby czas na nową "bucket list"? Może czas zacząć żyć jako ja, a nie tylko jako matka, żona, córka i synowa? Dam radę? Z pewnością się postaram. Świecie, trzymaj kciuki!
goroandcat

Rozważania śródnocne

Niestety nie ma takiego zawodu, jak analityk przedsenny. A nawet jeśli jest, to nie ma popytu na usługi osób z taką specjalizacją. A szkoda. Miałabym tu coś do powiedzenia. Nawet całkiem sporo. Analizowanie wszelkiego rodzaju sytuacji – mniej lub bardziej fikcyjnych – wychodzi mi zdecydowanie fantastycznie. Szkoda tylko, że wyniki tych analiz najczęściej nie mają przełożenia na moją codzienność. Choć czasami nawet z tych rozważań prowadzonych pod progiem Morfeusza wynika coś pozytywnego. Ostatnio włączył mi się tryb dodatkowy: budzę się w środku nocy i nie mogę zasnąć pomimo tego, że ziewam jak krokodyl, a każda komórka mojego ciała wyje pragnieniem dalszego uśpienia. W takiej sytuacji scenariuszy jest kilka i przerobiłam już większość z nich, czyli te, które nie uwzględniają przebieżki boso po śniegu dookoła domu. Jeszcze. Śnieg właśnie spadł, więc nigdy nie wiadomo, czy nie uskutecznię nocnego joggingu. Mało prawdopodobne, znając moją namiętność do biegania, ale… w nocy człowiek miewa inne postrzeganie rzeczywistości. Do tej pory próbowałam już grać w gierki na komórce (z przyciemnionym ekranem, żeby nie obudzić wszystkich sąsiadów, blaskiem bijącym przez rolety), czytać książkę, jeść, brać prysznic oraz podejmować kilka innych działań, których realizacja nie grozi poderwaniem na równe nogi pozostałych domowników.
Dziś natomiast postanowiłam porozmyślać. I to nie o abstrakcyjnych sytuacjach, kiedy to jestem piękna, szczupła i pławię się w blasku słońca na piaszczystej, złocistej plaży (mniej lub bardziej egzotycznej), ale o samej sobie, tu i teraz. A właściwie tam i zaraz, bo uwzględniłam w rozważaniach nie noce w łóżku, ale działalność dzienną, pozałóżkową. Mianowicie zaczęłam analizować źródła swojej niemocy i, co tu kryć, lenistwa.

Pomysłów kłębi mi się po głowie tabuny, ale ich realizacja mocno kuleje. A wręcz zazwyczaj zapada w letarg po zgromadzeniu niezbędnych środków i materiałów. Czasami dochodzę do fazy sporządzenia szkicu lub innego typu projektu. A potem nagle okazuje się, że jestem zmęczona i należy mi się odpoczynek. I poprzeglądanie youtube, Pinterestów, memów i co tam akurat jeszcze mi wpadnie pod myszkę.

I tu nadeszło olśnienie. Objawienie. Grom z sufitu. Ja mam po prostu za dużo. I za mało. Mam na dużo rzeczy, a w konsekwencji, za mało miejsca! Po prostu nie mam się gdzie ruszyć, a ciasnota i ryzyko, że każdy ruch zainicjuje lawinę klamotów spadających z różnych wysokości i zasypujących te nieliczne placki pustej podłogi, względnie mieszających się z innymi klamotami, już tam znajdującymi się, jest kolosalne.

W efekcie, nie chce mi się ruszać, bo czego nie dotknę, to leci ma na łeb. Albo na nogi. Albo w ogóle leci. W dodatku są to same potrzebne rzeczy, które zgromadziłam, żeby coś z nich kiedyś zrobić. Przy czym nie zawsze wiadomo co i kiedy. Ale coś. Kiedyś. Z całą pewnością. Więc najprostsze rozwiązanie w postaci trąby powietrznej, wymiatającej wszystko, jak leci i pozostawiającej pustą przestrzeń, nie wchodzi w rachubę. I tu doszłam do kolejnego etapu rozważań: potrzebuję rozwiązania, bo inaczej zginę przysypana równomiernie brokatem, frustracją zrodzoną z niewykonania planów, guzikami, kolorowymi papierkami, kartonami zawierającymi wszystko, od suszonych kwiatów do włóczek wszelkiej maści i pies wie czym jeszcze. Jedyną pociechą jest to, że mój kurhan będzie bez wątpienia kolorowy. Może nawet frustracja się czymś zabarwi? Ale chyba nie chcę tego sprawdzać…

Ergo: jedynym sensownym rozwiązaniem jest zmiana układu sił i pudeł. Toreb. Pudełek, a także woreczków, koszyczków, miseczek, słoiczków, tacek, plastikowych pojemników i innych opakowań zbiorczych. W tym gigantycznych rozmiarów kufra obitego skórą, na którym koty ostrzą sobie pazury, oraz wora wielkości średniego dinozaura, zawierającego wypełnienie do maskotek. Tych, co to je miałam szyć z zapasów materiałów oraz dziergać z pokładów włóczki. Nie ma bata, mu nastąpić przegrupowanie sił, które pozwoli mi uniknąć stałego stanu zagrożenia życia i umożliwi wykorzystanie posiadanych zasobów.

W związku z powyższym, zrobiłam założenie wyjściowe: nie dokładaj, tylko zużywaj. Już wiem, że będzie ciężko, bo na każdym kroku czyhają na mnie pokusy we wszystkich kolorach tęczy, ale tu liczę na bardzo istotny czynnik, a mianowicie pandemię. Spróbuję wyciągnąć z niej coś dobrego. Choćby w nikłym stopniu i na poziomie jednostki (czyli mnie), ale zawsze.
No bo, skoro na świecie panoszy się zaraza, sytuacja gospodarcza leży i kwiczy, roboty mam dużo mniej, a co za tym idzie, stan portfela też wymusza konkretne oszczędności. W tej chwili, priorytetem zakupowym będzie ser, pomidor czy inny makaron, a nie kolejne kilometry wstążek. Przynajmniej tak podpowiada rozsądek. Zwłaszcza, że posiadanymi przez siebie wstążkami, mogłabym opasać bez mała cały powiat. Co prawda sklepy internetowe nadal stwarzają bardzo konkretne zagrożenie, ale może jakoś się uda.

A skoro rok się właśnie zaczął, to ruszam z wielkim remanentem.
Oraz zobaczymy, co z tego wyniknie.
Trzymajcie kciuki!
goroandcat

ended hiatus and resin fascination

Heeeey,
I am back after a loooong hiatus. I hope this time for good - my hubby can walk again, all the memories of that awful accident are the past now (well, the car is still in pieces, but who cares about the car, when we're all alive!). My son recovered almost completekly and came back to his team - soon he will start playing in games again. My daughter also recovered from pneumonia (the only one in the family without any bone-related problems). And my dad and mother-in-law are getting better each day! All the operations were fully successful so I can say, we're lucky ones after all.
Now it is time to slowly get back to life, work, to fandoms, and to my crafts!
I got a bit crazy about resin-casting lately. I got some new moulds from Aliexpress (I love that place, lol), and I am waiting for delivery. I hope my future works will come out nice :) Please, hold your fingers crossed for me!
goroandcat

Nice day

A couple of days ago, I had a nice experience. I was at the mall, riding an evevator from the parking to the lowest level, and there was another woman in the elevator with me. She was pushing a huge TESCO cart filled with carton boxes, labelled with a cosmetic company name (Eveline that was). She left the elevator at the same floor and went in front of me, pushing her cart. Unfortunately, the door that were supposed to open automatically were out of order, so we had to open them manually. She tried top do that, and then I called her to wait, because I was going to open and hold that door for her. She thanked me and as she passed through that door, she turned to me and said "They say, good deeds return with triple power, so here you go.." She handed me a eye-lash conditioner and went away smiling. And I was so stoned, that only managed to mumble my thanks. I felt kinda like a Cinderella meeting a fairy godmother! I didn't do anything unusual - and yet I was praised and rewarded! Wowo, that was something, that made my day! Let's be kind to each other guys :D
Have a great day, minna-san!!
goroandcat

Doctors, doctors...

Ugh... I am so irritated, that I srsly need to release some steam! I spent half of the day running around with my kid from one doctor to another, making tons of examinations, drawing blood, EKG, etc., just to find out, that I have to wait for the final examination till... April! No earlier dates available in this damn city! Gosh, at least I know, that my son is not seriously ill, but still! Well, he's coming bac to school next week, and I will be able to start cleaning a bit and rearranging the boxes (still not enough furniture, but kitchen is coming soon! Thank you IKEA ;) ). And I am sure, that in the middle of the biggest mess I will get another project to process, and it will have to be completed ASAP. As usual. Well, that's life after all.
The only good thing about all that craziness is the fact that I am too busy/tired to cry over SMAP disbending issue. I must say, I still cannot believe that my beloved boys are not together anymore! Well, I hope they're fine on their own. I need to check their latest dramas - hopefully I will find time for that soon!!
  • Current Mood
    annoyed annoyed
goroandcat

So I moved

Yatta! Finally I managed to move for good. I left the city center and landed safely in the suburbs! Our house is not finished yet, but we will work on it slowly (but consequently). Now I need to unpack all the boxes, buy new furniture, find all my stuff and locate it in proper places... I should be ready witll all that before next Christmas!!! I never expected that we have so much belongings! Do I really need that much? Well, moving is a great opportunity for cleaning and emptying wardrobes! I am determined to make some order in my clothes - I guess it's high time for some items to leave me for good!!
The most happy creatures are the cats! They got so much space to run around and play, they explore every corner (especially those dirty ones in the still-under-construction part of the building) and bring tonnes of dust on their fur.
Well, let's see howe we can get used to living so far away from "civilisation".
Challenge accepted!